o autorze strony

Siemanko,

Mam na imię Michał, ale mówią na mnie QŃ… No może nie wszyscy, bo ksyw mam wiele np. Cocolino, Ryba, Terminator i jeszcze parę, ale jakoś tak się przylepiło to zwierzę na dwie litery, że postanowiłem przekuć to w markę (o ile tak to można nazwać).

Urodziłem się w listopadzie 1982 roku w Warszawie i tu nie ma się czym szczycić.
Z tej informacji wynika jedynie, że moi kochani rodzice mieli udane Walentynki.
Co do Warszawy, to można lubić, można nie lubić, ale trzeba jej słuchać.

Maturę zdałem w 2001 roku i jest to moje życiowe osiągnięcie.
Była to ostatnia tzw. „stara matura”, do zdania której trzeba było umieć czytać ze zrozumieniem i trochę znać tabliczkę mnożenia.
Każda następna była efektem jakiś chorych pomysłów Romana Giertycha (ówczesnego ministra edukacji).

Trochę sobie postudiowałem, żeby nie iść do wojska i tak ukończyłem lotnictwo na Politechnice Rzeszowskiej, fizykę na Uniwersytecie Warszawskim i informatykę we WSTECZ (obecnie nie istniejąca Wyższa Szkoła Techniczno-Ekonomiczna miała oficjalny skrót WSTE, ale i tak każdy mówił WSTECZ).
Wszystkie kierunki na wspomnianych uczelniach ukończyłem przed czasem, ale i bez dyplomów, więc wykształcenie mam średnie na jeża.

Od 2006 roku jestem w szczęśliwym związku, który sformalizowaliśmy w 2020.
Nie mamy dzieci, a przynajmniej nic o tym nie wiemy.
Z resztą, po wazektomii jest trudniej.

Od 2017 roku pracuję za granicą jako pracownik fizyczny, o czym tworzę słuchowisko/książkę (jeszcze nie wybrałem ostatecznej formy).
W październiku 2022 roku mój best friend wcisnął mnie na kontrakt do Danii i to był strzał w 10!
Kasa się zgadza, rotacja 4×2 (miesiąc roboty i dwa tygodnie luzu) i warunki na tyle spoko, że w listopadzie 2025 przeprowadziliśmy się tu z moją ukochaną małżonką.

Podsumowując, to stronka jest prowadzona przez starego, „niewydeeukowanego” robola, skąd zatem pomysł na tematykę dotyczącą zwierząt (domowych)?

Tak się jakoś złożyło, że moi kochani rodzice prowadzili hodowlę psów… z resztą bardzo znaną i szanowaną, z wieloma sukcesami na arenie międzynarodowej, a nawet światowej.
Zaczynali od bedlington terrierów, ale po jakimś czasie moja mama chrzestna obdarzyła ich yorkshire terrierem, a później tata sprowadził z Moskwy czarnego terriera rosyjskiego.

Czasy się zmieniały, w tzw. międzyczasie pojawiły się koty i przez jakąś chwilę mieliśmy maine coony.
Obecnie z hodowli pozostała jedna suka rasy yorkshire terrier, która ma ok. 16 lat i trzyma się całkiem nieźle.

Co istotne, to doświadczenia z dzieciństwa nauczyły mnie, że hodowla psów (czy też kotów), to przede wszystkim hobby. Drogie hobby, które jedynie na prawdę chory umysł może chcieć przekształcić w biznes, ale o tym opowiem w innym wpisie.

W 2006 roku poznałem moją ukochaną, która również posiada duże doświadczenie zoo- i kynologiczne, zeszliśmy się (tzn. zaczęliśmy ze sobą chodzić) i po niedługiej chwili zamieszkaliśmy razem (na czwartym piętrze, w kawalerce na warszawskiej Woli… bez windy).
Mamy taki „mental”, że dom bez psa, to żaden dom i pomimo słabego standardu lokalowego zostaliśmy tzw. „domem tymczasowym”.
Ot tak jakoś chcieliśmy nasze doświadczenie przekuć w coś dobrego.
Przez te wszystkie lata (do 2025 roku) udało się nam pomóc ponad setce zwierzaków.
Głównie psom, ale były też koty, szczury, myszy, kaczka, gołąb i parę jeszcze.
Po przeprowadzce do Danii potrzebowaliśmy chwili na tzw. „ogarnięcie się”, ale już w lipcu 2026 roku adoptowaliśmy psa z Polski.
Kiedy piszę ten wstęp mija równo dwa miesiące i kilka dni, kiedy to Ares jest z nami.
Więcej o tej adopcji wraz z kilkoma poradami dotyczącymi adopcji zagranicznej zamieszczę w osobnym wpisie.
W każdym razie zdecydowaliśmy się na sprowadzenie psa z Polski, bo się okazało, że zwierzęta bezdomne w Danii mają się całkiem nieźle.
Chodzi o to, że warunki jakie są w duńskich schroniskach są na tyle dobre, że niejeden hotel dla zwierząt mógłby pozazdrościć.

I tak dochodzimy do sedna.
Mijają lata, dekady, a w Polsce nadal panuje średniowiecze.
Na papierze „bezdomniaków” może i ubywa, ale wydatki stale rosną.
Dania również nie jest idealna, bo problem istnieje, ale do Polski nie ma tu czego porównywać.
Temat totalnie ignorowany, z małymi przerwami na jakieś bliżej nieokreślone „ruchy maskujące”, po wybuchu kolejnej afery, a tragicznym losie zwierzaków w kolejnym schronisku.
Legislacyjnie „udało się” zalegalizować pseudohodowle i przerzucić odpowiedzialność Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi na samorządy i tyle.
Aha, zapomniałem wspomnieć, że MRiRW przygotowuje się na wprowadzenie innowacyjności w 2028 roku, a będzie nią KROPiK, czyli państwowa baza chipów i każdy pies będzie musiał być zachipowany i zarejestrowany w bazie.
Spoko. Jedynie 30 lat opóźnienia licząc od pierwszej bazy chipów (identyfikacja.pl), która powstała ok. 1997 roku (albo 20 lat, jeśli policzymy od powstania bardziej znanej SAFE-ANIMAL, powstałem w 2007r.)
Szok, niedowierzanie. Są gotowe instrumenty, które wystarczy połączyć w jedną całość, a polski rząd nadal w czarnej DOOPYE.
I nikt nie ponosi odpowiedzialności.
Przepłacamy rocznie kilkaset milionów złotych, co jest ewidentnym działaniem na szkodę Skarbu Państwa, ale winnych nie ma.
MASAKRA!
Szkoda gadać, trzeba działać.

Postanowiłem zatem dołożyć wszelkich starań, żeby wyeliminować zjawisko bezdomności wśród zwierząt w Polsce w jak najszybszym czasie, a więcej na temat planu i sposobie/ach jego realizacji opisuję na stronie „o stronie”.

Życzę przyjemnej lektury,

Michał Popiel

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry